wróżka

in Kolejny dzień i nadal nie jestem bogaty

Wróżka od Rosyjskiego

Nowy rok szkolny i przypomniała mi się szkolna historia. A to było tak, że w technikum B. rosyjskiego uczyła wróżka Monika. To znaczy wtedy jeszcze nie była wróżką, tylko młodym belfrem świeżo po studiach. Tacy nauczyciele bez doświadczenia, to zwykle pozwalają sobie wejść na głowę i u nas też tak było – księdzu spalili torbę w piekarniku, chemikowi nasikali do odczynników, a “Mopsowi” rzucali cyrklami w tablicę.

Nie ma się czym chwalić, mogę tylko powiedzieć, że w klasie było ponad 30 dzików, w wieku trudnym, czyli takim kiedy rodzą głupoty w głowie i pierdy w dupie. Jednak z Moniką od rosyjskiego było zupełnie inaczej. Monika rozsiewała… strach. Był taki rygor, że nikt nie drgnął, nie pisnął i nawet nie pomyślał, że mógłby zerknąć na zegarek, jeżeli akurat jakiś miał.

Strach nieraz może zmotywować człowieka do działania i któregoś przeciętnego dnia Rudy postanowił działać. Zapytał Wicię czy by mu palca nie złamał, żeby go zwolnili z lekcji rosyjskiego. A Wicia mówi, że nie ma problemu, bo bardzo lubił pomagać, tak go nauczyli w domu. Poszli więc do kantorka, w którym konserwator trzymał swoje skarby. Rudy położył rękę na brzegu starej wanny, a Wicia wyłamał nogę od jakiegoś stołu i łup! łup! łup! Rudy w ostatniej chwili się rozmyślił, ale to i tak nic nie dało, bo Wicia skorygował trajektorię lotu i kilka razy zdążył go walnąć.

Operacja zakończyła się sukcesem, co prawda nie złamał mu palca tylko całą rękę, ale to nawet lepiej. Wtedy stała się rzecz niezwykła, musiały się ujawnić wróżbiarskie talenty Moniki, jakiś urok rzuciła czy coś, bo Rudego nie zwolnili z lekcji, dostał bańkę z rosyjskiego i wpierdol od ojca w domu, ale to i tak nieźle, bo Olek kiedyś wypił atrament.

fot.: Rasmus Lerdorf / flikr

Napisz komentarz!

Comment