fbpx
strażnicy południowej dzielnicy

Strażnicy południowej dzielnicy

Ulica S nie jest ani długa ani krótka. Długa nie jest, bo gdyby była, to by ją przecież nazwali Długą. Krótka też nie jest, bo nikt nigdy nie doszedł do jej końca, bo i po co. Ulica S jest wybrukowana kamieniami o rożnych kształtach i kolorach, których w wielu miejscach brakuje, zupełnie jak  zębów w szczękach ludzi, którzy tu mieszkają. Tam gdzie kończy się bruk, zaczyna się kolejowa cegła, która pęka od wibracji torów albo ze strachu. A jakby tego było mało, co roku powodzie podmywają fundamenty i tylko czekać kiedy to wszystko odpłynie rzeką wspomnień.

W oknach emeryci i renciści – komentatorzy rzeczywistości, w ich drzwiach wycieraczki ze starych dywanów – wspomnienie przeszłości. Na czerwonych ścianach wyryte napisy informują o problemach i o historiach, które się tu wydarzyły: K+S =WNM. Pamiętaj słowa matki! Januszek to kapuś i pedał. Dzielnicowy Malinowski to swój chłop (chociaż chuj). Aneta, oddawaj tiramisu!

Przy ulicy S znajduje się pijalnia piwa „U Włodka”, Włodek nie ma  menu, bo go nie potrzebuje,  zamówić można tylko parówki i piwo, wódkę przynosi się własną. Tuż obok jest warzywniak Bogdana, który ma najlepsze ogórki kiszone i śledzie w oleju w okolicy, lepsze robi tylko Halina z czwartego piętra, ale ona już od 5 lat nie żyje.  Jest też „zakład” i właściwie nie wiadomo co się tam produkuje, wiadomo, że zakład jest „zakładem” i tyle powinno każdemu wystarczyć. Na jego białym murze ktoś kiedyś namalował lepikiem swastykę. Już jej tam nie ma, bo dzieciaki tak długo rzucały w nią kamieniami, aż przestała być widoczna i dobrze – jeszcze Polska nie zginęła.

Na końcu ulicy są rogatki kolejowe słynne z tego, że jak szlabany opadną, to nie wiadomo kiedy się podniosą i przez to dzieci się spóźniają do szkoły, a i po ryju można tu dostać. Jest jeszcze skup metali kolorowych i makulatury, a za nim sklep meblowy. Przy sklepie są schodki na których siedzą  strażnicy południowej dzielnicy –  Roman, Uszaty i  Docent, którzy pilnują czy listonosz renty nie przyniósł albo czy monter nie próbuje odłączyć kablówki. Czasem skasują jakiegoś frajera, czasem wyrwą fajną lalę, a w wolnych chwilach opracowują Super Teorię Super Wszystkiego. Ktoś mógłby się do nich przyczepić, że hałas, że bandyctwo, że pijaństwo, ale  tutaj przecież nikt nigdy nic nie widzi i nic nie słyszy, a jednocześnie słyszy i widzi wszystko, a najlepsza w tym jest Sandra z parteru. Taka właśnie jest ulica S, ani krótka ani długa, ale na razie bajera ciach!  A teraz kopsnij szluga na wargę!

Chcesz więcej? Żeby pisać nowe teksty muszę wiedzieć, że ktoś chce to czytać. Daj mi znać zapisując się na newsletter lub zostaw komentarz.

Show More

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button