szewc

in Kolejny dzień i nadal nie jestem bogaty

Szewc szewczyk

Szewc o nazwisku Szewczyk miał warsztat w starym budynku na skrzyżowaniu ulic P, J i R. Budynek był ceglany, raczej niewysoki i kształtem przypominał trójkąt, zupełnie jak jego właściciel, który pamiętał lepsze czasy i bardzo za nimi tęsknił.

Obok warsztatu był kanał, gdzie się paliło marzannę, wychodziło na szluga, albo szło się wypić browarka i popierdzieć w stołek. Zaraz dalej był rybny i księgarnia, którą potem przemianowali na rowerowy, potem na salon tatuażu, a teraz chyba jest tam lombard, a dalej to już nic nie było, tylko śmierć.

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze miałem mleko pod nosem i byłem za chudy w uszach, jak każdy szanujący się rojber nie chciałem się uczyć. A ojciec mi ciągle powtarzał:

-Ucz się, bo jak się nie będziesz uczyć, to będziesz mógł co najwyżej gwoździe u szewca prostować, a jak źle wyprostujesz, to i po mordzie można dostać.

Nic sobie z tego nie robiłem, dalej się nie uczyłem i rozrabiałem, ale ojciec nie dał za wygraną. Poszedł do szewca i mówi mu tak:

-Panie Szewczyk, nie obraź się pan, ja mam w domu takiego co się uczyć nie chce, ja bym dał go do pana do prostowania gwoździ, po czym wyciągnął wiadro starych, zardzewiałych gwoździ mojego pradziadka.

Szewc zmarszczył czoło, zręcznie przerzucił szluga do drugiego kącika ust bez użycia rąk, podrapał się po brzuchu i mówi spod wąsa:

– A dawaj go pan!

No i rzeczywiście ojciec mnie tam oddał na cały dzień, jak po południu po mnie przyszedł, byłem cały zapłakany. Metoda pomogła, nie na długo niestety. Dzisiaj już nie ma szewca, ja już tam nie mieszkam i nawet budynek wyburzają, coś jednak mi po tym wszystkim pozostało – bardzo dobrze prostuję gwoździe.

fot. pixabay

Napisz komentarz!

Comment