słoń morski

in Kolejny dzień i nadal nie jestem bogaty

Pamiętnik odchudzania

Długo nie pisałem, bo byłem na diecie. A to się zaczęło tak, że w pracy ludzie zaczęli łakomie spoglądać na moje brzusio, a jak wiadomo głaskanie brzucha buddy przynosi szczęście, ale nic z tego, bo postanowiłem się odchudzić!

Poniedziałek

Myślę sobie, od czego by tu zacząć? Chyba od diety, ale z diet to mi się podoba najbardziej poselska, bo tłusta. Cały wieczór przeglądam w łóżku co piszą o różnych dietach w Internecie i powiem wam, że to chyba nie dla mnie, wszystko za bardzo zielone i za zdrowe, zjadłem lody.

Wtorek

Kupiłem dresy do biegania, bardzo dobrze się w nich leży, wygodne nie powiem. Tak na moje powinni mnie zaprosić do pytania na śniadanie, szczególnie interesuje mnie to śniadanie.

Środa

Muszę się pochwalić, że wczoraj zrobiłem pierwsze podejście do siłowni, trochę się cykałem, ale w końcu wszystko poszło dobrze – była zamknięta. Na szczęście otwarty był foodtruck tuż obok.

Czwartek

Amerykańscy naukowcy udowodnili, że jak organizm czegoś potrzebuje, to sam się o to upomina, mój widocznie czuje zapotrzebowanie na syrop z daktyli z lodami cynamonowymi.

Piątek

Nie jestem gruby, to tylko opuchlizna głodowa, a poza tym wszyscy mężczyźni, którzy liczą się na świecie mają brzuchy.

Sobota

Byłem na weselu i chyba garnitur mi się skurczył w praniu, bo nie mogłem sobie samemu zawiązać sznurowadeł żeby mi portki nie pękły. Wymyśliłem nowy rodzaj tańca, nazywa się wytrząsanie gówna przez nogawkę.

Niedziela

Stwierdzam, że całkiem dobrze mi idzie to odchudzanie i chyba zasłużyłem na małą nagrodę o smaku toffi z solą, Choda byłaby ze mnie dumna, taka METAMORFOZA KOCHANE!!!. Tak dobrze mi idzie a to dopiero niedziela, boże do czego to dojdzie w poniedziałek!

A hejterom to od razu odpowiadam – jesteś taki kozak? A jak długo wytrzymasz na wciągniętym brzuchu, bo ja długo…

P.S. Piszcie w komentarzach jakie macie wyniki ze swoimi dietami.

fot. Jerzy Strzelecki / wikimedia commons

Napisz komentarz!

Comment