Najlepszy przyjaciel odgryzł mi rękę

Pan miał włosy długie jak znana piosenkarka, okulary jak znany aktor i cerę jak nikt znany, za to szarą jak rozgotowane płatki owsiane, które zresztą bardzo lubił. Często miewał ciężkie poranki, ten nie był w żaden sposób wyjątkowy, ot kolejny dzień, kiedy trzeba się zmierzyć ze smutkiem świata.

Przekręcił się w lewo. Pusto. A więc jestem sam, zawyrokował. W ustach miał posmak starego kapcia, w sumie nie wiedział jak smakuje stary kapeć, ale właśnie z nim kojarzyło mu się to co teraz czuł. Dodatkowo, nozdrza drażnił nieprzyjemny zapach surowego mięsa zmieszany z zapachem trawionego alkoholu, który w siebie wlał poprzedniej nocy w Klubowej, Jubileuszowej, a potem chyba w Perłowej, a nie, w Perłowej nie, bo była już zamknięta. Dalej nic już nie pamiętał, widocznie miał wtedy ważniejsze rzeczy na głowie.

Sprawdził portfel, telefon, zęby – wszystko było na swoim miejscu. Dopiero teraz zauważył, że jest nagi, a jego ubrania rozrzucone po pokoju wyznaczały trasę łóżko – drzwi, drzwi – łóżko. Gdzieś w przedpokoju usłyszał swojego pasa, kundel zajadał coś ze smakiem. Co za pies, narzekał Pan, albo się w czymś wytarza (najchętniej w gównie) albo wyciągnie sobie coś ze śmietnika. Na myśl o spacerze, rozbolała go głowa, zresztą jak zwykle. Odgłosy z przedpokoju stawały się coraz głośniejsze i coraz bardziej nie do wytrzymania, był na skraju swoich możliwości. Prawdopodobnie Pikuś natrafił na coś twardego, z czym nie mógł sobie poradzić, pewnie się zaraz zrzyga, a potem to zje, w końcu zawsze tak robi, pomyślał Pan. Pikuś nie widział w tym nic złego, jak Pan rzyga to on się nie wtrąca i prosi o to samo. W tym momencie zaczął szarpać zdobycz, prawie tak zaciekle, jak lew którego Pan ostatnio oglądał w National Geografic.

“Pikuś, Zostaw!”, nie wytrzymał Pan, ale Pikuś nic sobie z tego nie robił. “Pikuś, mówię ci, zostaw!”, a Pikuś nic. “Pikuś zostaw, bo ci zaraz przypierdolę!”, Pan chciał mu pogrozić ręką i właśnie wtedy zorientował się, że jej nie ma. W jednej chwili dotarło do niego, co z takim zapałem jego pupil jadł na śniadanie. “O kurwa!”, powiedział Pan i zerwał się w kierunku psa, ale błędnik od dawna mu szwankował, więc momentalnie wyłożył się jak długi. “Pikuś, ja cię lojalnie proszę, oddaj rękę po dobroci, bo jak nie to…”. “Spierdalaj”, przerwał mu pies, “ale jak chcesz, to możemy o nią zagrać”. Z jakiegoś dziwnego powodu propozycja wydała mu się całkiem rozsądna.

Usiedli do kart, ale już po kilku minutach, to co przed chwilą wydawało się dobrym pomysłem, okazało się jego największym koszmarem. Ciężka głowa i brak ręki, ani trochę nie pomagał w skupieniu na grze i ewidentnie był jego słabą stroną, nawet jak się gra z psem. Przegrywał rozdanie za rozdaniem, a po każdej porażce Pikuś odgryzał mu kawałek ciała. W kilka minut stracił nogę, ucho i nos, a Pikuś już szykował się do jego drugiej ręki. Intuicja podpowiadała Panu, że pchlarz ma znaczone karty, korzysta z psiego węchu albo jakoś inaczej oszukuje. Niestety nie miał na to żadnych dowodów, za to dobrze wiedział, że nie ma z nim żadnych szans i za chwilę już w całości zostanie psią karmą, którą Pikuś uwielbiał, a Pan nienawidził, zwłaszcza zapachu.

Poczuł bezsilność i złość, i wtedy w przypływie wściekłości złapał pierwsze, co wpadło mu w rękę i cisnął tym w ścianę. Pies był tak samo zdezorientowany tym rzutem jak jego Pan, bo to przecież nie codziennie człowiek rzuca swoim uchem. W sumie nie wiadomo dlaczego, chyba z przyzwyczajenia i trochę od niechcenia z ust pana padło: “Aport!”. Pies bez zastanowienia, za to wesoło machając ogonem, pobiegł przynieść ucho, bo bardzo lubił aportować. Wtedy go olśniło, to była jego jedyna szansa, “mam cię pchlarzu”, pomyślał Pan, “myślałeś, że mnie wyhauhaujesz, niedoczekanie twoje”.

Idąc za ciosem Pan wydał polecenie: “Zdechł pies!”. Pikuś bez zwłoki położył się i zastygł w bezruchu. Pan wiedział, że nie ma dużo czasu, zabrał resztki swojego ciała i zaczął kuśtykać w stronę łazienki. Gdyby wiedział, gdzie ma klucze i gdyby nie był nago, mógłby uciec z domu, ale łazienka w tej sytuacji, też wydawała się dobrym schronieniem. Pies szybko zorientował się, że Pan robi go w konia i rzucił się w pościg. W ostatniej chwili, jakimś cudem chyba, Panu udało zatrzasnąć drzwi tuż przed nosem swojego oprawcy.

“Otwórz drzwi, porozmawiajmy jak dorośli”, powiedział pies. Pan mu nie odpowiedział, miał przecież zasady , “z psami nie gadam”, a poza tym bał się o swoją skórę. “Wiem, że tam jesteś”, kontynuował pies. Jego pan siedział cicho na podłodze kuląc się jak dziecko i przytulając luźne fragmenty ciała. Może nie było to jakieś imponujące ciało, ale było jego i zdążył się już do niego przyzwyczaić. Wiedział, że tylko w łazience jest bezpieczny, udawał, że go tam nie ma.

“A rozważałeś kiedyś samobójstwo?”, ponownie zagaił pies. Nikt mu nie odpowiedział. “Otwieraj te cholerne drzwi!”, Pikuś się nie poddawał. Pan nawet nie pisnął słówkiem, wiedział że w łazience jest bezpieczny, sam przecież montował te solidne drzwi, nie ma opcji żeby Pikuś je otworzył. Tutaj przetrwa, tylko nie wolno wychodzić z łazienki, tutaj będzie bezpieczny, tylko musi zostać w łazience…i w tym momencie pomyślał, że chętnie by się czegoś napił i że Perłowa na pewno jest teraz otwarta…

Show More

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button