gra w karty

in Strażnicy południowej dzielnicy

Najlepszy przyjaciel

Głowę miał ciężką jak bloczek betonowy b20, portfel chudy jak mleko 0%, a w ustach posmak starego kapcia. Leżał nagi na starym, poplamionym, Bóg wie czym, materacu. Walczył, ale w końcu oczy same mu się otworzyły, a wzrok wylądował na suficie, który rozpoznał. Dobrze, pomyślał, jestem u siebie. Językiem przejechał po górnym i dolnym łuku zębowym, wszystkie były na miejscu. Nadludzkim wysiłkiem obrócił się w prawo – pusto, odpoczął chwilę, po czym z równie wielkim wysiłkiem przekręcił się w lewo – pusto, a więc jestem sam, zawyrokował. Odetchnął i zaczął robić rachunek sumienia wczorajszego wieczoru.

Zaczęło się od tego, że o 3 w nocy wysiadł z taksówki i pomyślał, że jeszcze by się czegoś napił. Było już późno i wszystko było zamknięte, a na pewno zamknięta była klubowa przed którą pożegnał się ze znajomymi. Piechotą poszedł do perłowej, która niestety też była zamknięta, automatycznie powędrował do jubileuszowej – tutaj to samo. W budzie obok zamówił kebaba z ostrym sosem i zawiedziony, ale nie zrezygnowany usiadł na krawężniku myśląc jak wyjść obronną ręką z tej sytuacji. Sos skapnął mu na spodnie, ale miał ważniejsze rzeczy na głowie.

W końcu wymyślił. Będzie zataczać coraz większe kręgi począwszy od miejsca w którym się znajduje, w końcu musi trafić jakąś otwartą knajpę na dopicie. Kupił trzy piwa w nocnym i ruszył w podróż po złote runo. Pierwszy, drugi, trzeci krąg i nic, nawet psa z kulawą nogą. Przy czwartym miał nadzieję, bo wydawało mu się że widzi światło, ale niestety tylko mu się wydawało. Robił kolejne kilometry, mijały cenne minuty i z każdą minutą jego szanse malały. Po drodze dokupił kolejne dwa piwa w nocnym. Był już całkiem zrezygnowany kiedy w 9, a może w 10 kręgu usłyszał muzykę, poszedł w jej kierunku.

Bingo! Lokal to duże słowo, to był taki blaszak, w którym zazwyczaj gra się na automatach. Szybko ocenił sytuację – muzyka grała, błyskały światła, na zewnątrz ludzie na szlugu, jakieś laski chichoczą. Wszedł, podszedł do baru, zamówił, wypił i od razu zamówił kolejnego. Koło niego pojawiła się młoda kobieta, buzia ładna, tylko trochę gruba, chociaż grube bardziej się starają i na więcej pozwalają pomyślał. Zresztą nie miał zamiaru o cokolwiek pytać, uważał że najwyżej będzie musiał powiedzieć przepraszam, nie pierwszy zresztą raz. A potem…

…no właśnie nie pamiętał co było potem, próbował sobie przypomnieć, naprawdę się starał, ale myślenie sprawiało ból. Za to, choć się wcale o to nie prosił, przypomniało mu się, że zapomniał nakarmić psa i zaczął się rozglądać za swoim pupilem. Wypatrzył go w korytarzu, kundel zajadał coś ze smakiem. No co za pies, narzekał sam do siebie, albo się wytarza w jakimś gównie albo wyciągnie sobie jakieś gnaty ze śmietnika.

W pewnym momencie, to co jadł jego pies wydało mu się dziwnie znajome, wyglądało jakby.. ręka. Ja pierdolę, pikuś zżarł grubą z baru. Co teraz? Jak ja się z tego wytłumaczę? Przecież ona mogła mieć rodzinę. Jezu… Był przerażony, ale jakoś zebrał się w sobie i przypływie rycerskiej odwagi doszedł do wniosku, że musi ocalić chociaż kawałek grubej.

– Pikuś, Zostaw! – wydał komendę pan, ale Pikuś nic sobie z tego nie robił.- Pikuś, mówię ci, Zostaw. – a pikuś nic. – Pikuś zostaw, bo ci zaraz przyp… – zaczął mu grozić ręką i wtedy zorientował się, że macha tylko zakrwawionym kikutem. – O kurwa! A więc jednak wróciłem sam – zerwał się w kierunku psa, ale błędnik od dawna mu szwankował, więc momentalnie wyłożył się na podłodze jak długi. – Pikuś, ja cię lojalnie proszę, oddaj rękę po dobroci, bo jak ie to… – Spierdalaj – przerwał mu pies – ale jak chcesz to możemy o nią zagrać.

Z jakiegoś dziwnego powodu propozycja wydała mu się całkiem rozsądna. Usiedli do kart, ale już po kilku minutach, to co przed chwilą wydawało się dobrym pomysłem okazało się jego największym koszmarem. Ciężka głowa i brak ręki ani trochę nie pomagał w skupieniu na grze i ewidentnie był jego słabą stroną, nawet jak się gra z psem. Przegrywał rozdanie za rozdaniem, a po każdej porażce pikuś odgryzał mu kawałek ciała. W kilka minut stracił nogę, ucho i nos, a pikuś już szykował się do jego drugiej ręki. Intuicja podpowiadała mu, że pchlarz ma znaczone karty, korzysta z psiego węchu albo jakoś inaczej oszukuje. Niestety nie miał na to żadnych dowodów, za to dobrze wiedział że nie ma z nim żadnych szans i za chwilę już w całości zostanie psią karmą.

Poczuł bezsilność i złość. W przypływie wściekłości złapał pierwsze co wpadło mu w rękę i cisnął tym w ścianę. Pies był tak samo zdezorientowany tym rzutem jak jego pan, bo to przecież nie codziennie człowiek rzuca swoim uchem. W sumie nie wiadomo dlaczego, ale chyba z przyzwyczajenia i trochę od niechcenia z ust pana padło – aport! Pies bez zastanowienia, za to wesoło machając ogonem pobiegł przynieść ucho z powrotem, bo bardzo lubił aportować.

Wtedy go olśniło, to była jego jedyna szansa – mam cię pchlarzu, pomyślał – myślałeś, że mnie wyhauhaujesz szczekaczu zapchlony, niedoczekanie twoje . Wydał kolejne polecenie -zdechł pies! Pikuś bez zwłoki położył się na boku i zastygł w bezruchu. Pan wiedział, że nie ma dużo czasu, szybko zabrał wszystkie swoje części ciała i zaczął kuśtykać w stronę łazienki. W ostatniej chwili udało mu się zatrzasnąć drzwi. Już po chwili usłyszał walenie do drzwi i zaczęły się negocjacje.

– otwórz drzwi, porozmawiajmy jak dorośli – powiedział pies. Pan mu nie odpowiedział, miał przecież zasady – z psami nie gadam! A poza tym bał się o swoją skórę.- wiem że tam jesteś – kontynuował pies. Jego pan siedział cicho na podłodze przytulając luźne fragmenty ciała, może nie było to jakieś imponujące ciało, ale było jego i zdążył się już do niego przyzwyczaić. Wiedział, że tylko w łazience jest bezpieczny, więc udawał że go tam niema. – A rozważałeś kiedyś samobójstwo? – ponownie zagaił pies. Nikt mu nie odpowiedział. – Otwieraj te cholerne drzwi! – nie poddawał się pies.

Pan nawet nie pisnął słówkiem, wiedział że w łazience jest bezpieczny, sam przecież montował te solidne drzwi, nie ma opcji żeby Pikuś je otworzył od zewnątrz. Tutaj przetrwa, tylko musi zostać w łazience, tu jest bezpiecznie. Nie wolno wychodzić z łazienki, tutaj będzie bezpieczny, tutaj będzie bezpieczny, tutaj będzie bezpieczny…i w tym momencie pomyślał, że chętnie by się czegoś napił i że klubowa na pewno jest teraz otwarta…

fot. Matthew and Heather / flikr

Napisz komentarz!

Comment