autobus

in Kolejny dzień i nadal nie jestem bogaty

Germański oprawca

Ostatnio sąsiad poznał jakąś pannę i przestał mnie odwozić do pracy, bo teraz nocuje u niej. Wcześniej spał u mnie jak się pokłócił ze swoją starą, a że kłócili się na okrągło, to praktycznie zaczął u mnie mieszkać, ale się skończyło.

W całym tym zamieszaniu musiałem się przesiąść na autobus, no i się okazało, że po naszym mieście nie mknie już legenda madziarskiej myśli motoryzacyjnej czyli popularny Ikarus, tylko mercedes – germański oprawca. A wiadomo, że jak Niemiec to i porządek i nowoczesna technologia, na przykład wszystkie te pojazdy wyposażone są w okna, których latem się nie da otworzyć a zimą nie da się zamknąć, tacy zdolni ci germanie.

A tak w ogóle to fajnie się jeździ, wszystko zaczyna się już na przystanku, jak się wiara zorientuje, że zaraz podjedzie niemiecki potwór, zaczyna się cały ten balet, bo przecież każdy chce stanąć naprzeciwko drzwi, ale nikt nie wie gdzie się szofer zatrzyma.

Tak na moje, to i tak bez sensu bo na 100% wyprzedzą cię emeryci i renciści, którzy od razu jadą na czołówkę z wychodzącymi, bo też niewiele mają do stracenia. Potem wszyscy stają przy samym wejściu, chyba ze strachu żeby nie przekroczyć limitu czasu na bilecie, na końcu wsiadam ja, przyciśnięty do szyby jak glonojad. Zazwyczaj z drugiej strony przytula się do mnie jakaś ogromna kobieta, uśmiechając się zalotnie i muszę przyznać, że boję się o swoje życie, czy aby gruba mnie nie pożre.

Tak sobie jedziemy przez pół godziny, a potem się przesiadam na dwójkę, tutaj zazwyczaj towarzyszą mi robotnicy z otwartym browarem w jednej i kanapką z mielonym w drugiej ręce. Dookoła unosi się zapach „Męskich” albo „Mocnych” i w ogóle jest fajnie, a i pogadać można o sporcie na którym się nie znam, albo o motoryzacji na której też się nie znam i tak mi mija kolejne pół godziny, a potem to już nic się nie dzieje, bo idę na piechotę.

Jak wracam do domu sytuacja się powtarza, tylko w odwrotnej kolejności, czasem jakiś śmiałek nie ustąpi miejsca i tylko czekać aż ktoś ze starszych powie: „Ech, dzisiaj to już nie ma dżentelmenów” na co młody odpowie „Dżentelmeni są, tylko miejsc nie ma” – nawet śmieszne, ale młody nie zdaje sobie sprawy, że ryzykuje lincz i wypalenie duszy nienawistnymi spojrzeniami, lepiej by się uczył od starszych doświadczonych kolegów.

A przy okazji chciałbym serdecznie pozdrowić sąsiada. Żona się o ciebie dopytuje.

fot.: Łukasz Golowanow / wikimedia commons

Napisz komentarz!

Comment