sokół maltański

in Strażnicy południowej dzielnicy

Dzielnicowy Malinowski na tropie

Łakomie wgryzając się w dworcowego hamburgera z sosem meksykańskim, dzielnicowy Malinowski kończył ostatniego papierosa, rozmyślając o poruczniku Columbo, Kojaku i innych znanych detektywach. Celebrował ostatni łyk skonfiskowanego spirytusu, popijając go resztką kompotu  od teściowej. Wzrokiem, który nie zna kompromisu, omiótł służbowe biurko, w którym trzymał swoją ulubioną pałkę w kolorze żółtym, służbowe kajdanki w kolorze srebrnym, czapkę służbową w kolorze „bleu maral” i prywatną figurkę przenajświętszej panienki w typowym dla figurek kolorze.

A więc się przyznajcie? – zapytał najostrzej jak tylko umiał i skierował w stronę podejrzanego strumień światła swojej biurkowej lampki z Ikei. Lepiej by było dla was gdybyście się przyznali – kontynuował modulując głos – nie pogarszaj swojej sytuacji… co robiłeś o godzinie w miejscu? – Cisza.

Nazwiska, adresy, kontakty! – wrzasnął tak mocno, że wszystko wkoło się zatrzęsło i sos meksykański skapnął mu na spodnie i buty. Ale nawet ten skapnięty sos nie skłonił podejrzanego do odezwania się choćby słowem. Tego już było za wiele i dzielnicowy zaczął nawoływać posterunkowego, którego nazwiska nie mógł sobie przypomnieć. Wolał tak długo i tak uporczywie, aż posterunkowy nie był w stanie dłużej spać, wygramolił ze swojej kryjówki w schowku na środki czystości i już po chwili stanął w drzwiach.

Posterunkowy, co żeście kurwa zrobili! – zakrzyczał dzielnicowy pokazując na swoje spodnie. Ja nic nie zrobiłem – niepewnie odezwał się posterunkowy. Jak już to „ja nic nie zrobiłem panie aspirancie” – bo dzielnicowy Malinowski był w stopniu aspiranta. Panie aspirancie, ja nic nie zrobiłem. Nie? To co to kurwa jest ja się pytam? – nie ustępował Malinowski. Panie aspirancie ja nic nie zrobiłem, dopiero co wstałe…

Spanie na służbie?! – przerwał mu dzielnicowy. To znaczy, chciałem zameldować, że poplamiłem panu aspirantowi spodnie, ale to się wypierze. Chuja się wypierze, nic się nie wypierze, sos meksykański się wypierze? Potwierdzam, wypierze się, w pralni chemicznej. No chyba że tak. Na wasz koszt. Tak jest, na mój koszt – zapewnił posterunkowy, dzielnicowy wyraźnie się uspokoił.

Nie chce gadać – Malinowski wskazał w kierunku podejrzanego. Panie aspirancie, to może mu zdjąć knebel?  –  zaproponował posterunkowy. Oj posterunkowy z takim podejściem to wy tu kariery nie zrobicie. To w takim razie, Panie aspirancie, tu chyba trzeba psychologicznie –  zasugerował. Psychologicznie powiadacie. Tak jest, psychologicznie – odpowiedział posterunkowy. Posterunkowy, wiecie chociaż jaki popełniliście błąd w tym zdaniu? A przepraszam, psychologicznie kurwa! No, teraz to ja was rozumiem. Próbujcie, tylko nie obić go za bardzo. Gdzie tam, ja go chciałem tak podejść, no tak jak w FBI, psychologicznie. To znaczy, psychologicznie kurwa. Oj posterunkowy, nie bądźcie mądrzejsi od radia. Tak jest!

Posterunkowy podszedł do podejrzanego – Zacznij gadać!- zawarczał, po czym nie czekając na odpowiedź walnął go książką telefoniczną w łeb. No, posterunkowy, podobacie i się, a teraz wypierdalajcie – zarządził dzielnicowy i posterunkowy musiał wypierdalać, a dzielnicowy dobrze wiedział, że ta sytuacja zdopinguje go do dalszej systematycznej pracy.

Napisz komentarz!

Comment